Przewodnik edukacyjny
Człowiek uczy się przez całe życie
Polecamy
  • PolBAN - Busines Angels Club
  • linkedin
  • Studia podyplomowe
  • Klub Absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego
  • Klub Absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego
  • merlin.pl - księgarnia internetowa
  • Portal Innowacji
  • Portal Medyczny MEDtube
Wersja do druku

Aktualności

2009-03-27 Idealnego rozwiązania nie ma

Co wolisz? Niezależność czy złote kajdanki, włożone ci przez pracodawcę

Brak pieniędzy nie musi przekreślać naszych szans na studia MBA. Ale coś za coś. Jedni płacą z własnej kieszeni, drugim naukę finansuje firma. Jeszcze inni korzystają z pomocy Brukseli. Każda forma ma zalety i wady.

— Jeśli cenimy niezależność i jesteśmy w miarę dobrze sytuowani, lepiej zrezygnować z pomocy pracodawcy — uważa Andrzej Kamiński, dyrektor działu handlowego w jednym z ogólnopolskich przedsiębiorstw transportowych. Przełożeni postanowili wysłać go na studia menedżerskie. Pomysł zdobycia dodatkowej wiedzy bardzo mu się spodobał. Ale sam ponosi koszty. Nawet zapożyczył się u rodziny. — Naukę na prestiżowej uczelni potraktowałem jako inwestycję w swoją karierę. Nadweręży to mój domowy budżet, ale nie lubię zobowiązań i długów wdzięczności —tłumaczy swoją decyzję Andrzej Kamiński. Dodaje, że po studiach MBA chce założyć firmę logistyczną. A głupio byłoby mu się rozstawać z aktualnym pracodawcą, gdyby ten zapłacił za jego wykształcenie.

 

Stabilizacja też ważna

Na luksus niezależności nie może sobie pozwolić Aleksandra Mędrychowska, młoda menedżerka z Warszawy. Nawet nie marzyła o MBA, bo samotnie wychowuje dziecko i ma na głowie duży kredyt hipoteczny. Ucieszyła się więc, gdy szef zaproponował jej sfinansowanie studiów. W zamian musiała jednak podpisać coś w rodzaju deklaracji lojalności. Zobowiązała się, że po zdobyciu dyplomu będzie pracowała w dotychczasowej firmie przez co najmniej dwa lata. Koledzy żartują, że założyła sobie na ręce złote kajdanki, ale ona wie swoje. Mówi, że w czasie, gdy nawet „białe kołnierzyki" nie są pewne zatrudnienia, dobrze mieć taką gwarancję zawodowej stabilizacji. —Wobec sytuacji na rynku bardziej cenię bezpieczeństwo niż niepewne eksperymenty. Nie w głowie mi teraz skakanie z firmy do firmy czy otwieranie własnej działalności — podkreśla Aleksandra Mędrychowska. I pokazuje ostatni sondaż Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych, z którego wynika, że jedynie wobec 36 proc. pracowników przedsiębiorstwa mają długofalowe plany.

 

Unijna biurokracja

A czy można zachować niezależność, a jednocześnie prawie za darmo zrobić MBA? Taką możliwość stwarza dofinansowanie z Unii Europejskiej. Jest to rozwiązanie prawie idealne. Prawie, bo —jak wskazuje Katarzyna Lorenc, wiceprezes 4business&people — o pieniądze z UE musi wystąpić pracodawca. A niestety, nie każdy właściciel firmy jest przekonany o celowości takich studiów. — Niektórzy szefowie nie doceniają wagi kapitału intelektualnego albo po prostu obawiają się menedżerów, którzy są od nich lepiej wykształceni. To sprawa kompleksów — uważa pani wiceprezes. Poza tym, żeby przystąpić do programu, trzeba zebrać odpowiednio liczną grupę słuchaczy. A może się okazać, że chętnych do nauki w danym przedsiębiorstwie jest za mało. Kolejną przeszkodą jest biurokracja. — Aplikowanie o europejskie wsparcie wymaga dużego zaangażowania, zdrowia, sił, czasu. Może się zdarzyć, że cała energia firmy lub uczelni idzie w papierologię, a nie w troskę o jakość studiów — stwierdza Katarzyna Lorenc. Inny problem? Renomowany partner zagraniczny, decydujący o standardzie MBA, zwykle nie akceptuje unijnego dofinansowania. Bo co się stanie, jeśli za kilka lat Bruksela zakręci kurek z pieniędzmi na edukację? — Wtedy klient może nie zrozumieć, dlaczego ma płacić kilkadziesiąt tysięcy za studia, które dzisiaj kosztowały go tylko kilka tysięcy złotych — zauważa Katarzyna Lorenc.

 

Źródło: Puls Biznesu

 


Wyróżnione